Jeśli nasze kontakty tak właśnie mają wyglądać i tylko tego chcemy to dlaczego, cholera tego nie robimy? I tak razem nie będziemy, on się nie nadaje i nawet nie chciałby, ja się nie nadaję mimo iż bym chciała. Wiem, że nie mogę sobie na to pozwolić. No ale wracając do tematu, skoro łączy nas tylko popęd seksualny, czemu marnujemy na to kilka miesięcy. Ja czekam tylko na odpowiednią sytuację -przynajmniej tak sobie mówię- żeby mogła się zaspokoić. Ale mimo to mam nadzieję na coś więcej, dlatego że on jest niedostępny i ja zaczynam sobie na tak owe uczucia pozwalać. I nawet jak piję kawę- według jego przepisu- to cały czas sobie snuję te marzenia, które zostaną tylko marzeniami. Najgorszy jest smak kawy. Smakuje zajebiście, jak nigdy wcześniej. W sumie zastanawiam się nad tym czy ona tak smakuje czy tylko tak mi się wydaje. On świetnie smakuje, a ponieważ go widzę raz na dwa tygodnie, kawa ta zastępuje mi hmm jego towarzystwo to za dużo powiedziane, zastępuje mi po prostu to co ze mną się przy nim dzieje, jak mnie dotyka, całuje. A robi to najlepiej. Potraficie sobie wyobrazić że ktoś całując w policzek, ramię lub po prostu kładąc i delikatnie ściskając pośladki potrafi doprowadzić was do euforii? I to tak wielkiej, że nie umiecie się powstrzymać. Piękne to jest, ale to daje mu nade mną władzę, przewagę, jestem zatracona w tym tak, że nawet to mi nie przeszkadza za bardzo. Nie kontaktuję się z nim aktualnie tylko dlatego, że mam pewność, że go zobaczę. Ale wiem też, że jak go zobaczę to nie wytrzymam i znowu będę rozpływać się z każdym jego dotykiem. Czy brzmię jak zauroczona idiotka?
Dlatego preferuję seks na początku znajomości. Teraz on może zrobić ze mną co tylko ze chce. A co gorsza może mną manipulować i mnie zranić. A to miała być moja rola.
I w tym momencie powinnam zacząć traktować takiego osobnika jak zwykłego znajomego, kolegę, lecz to nie moja rola też, albo będę zimna suką albo zakochaną panną która w stanie będzie zrobić wszystko byle mieć swego ukochanego "chuja".
Dlaczego tak okrutnie nazywam mój obiekt pożądania? Bo o przyrodzenie tego mężczyzny chodziło i chodzi, no i on jest z charakteru chujem. Kocham takich, nieprzewidywalni. Zero pożytku z nich, ale tylko oni potrafią dotykiem,a nawet tylko spojrzeniem mnie rozpalić. Co mi po tym, że będę mieć romantyka, który mnie kocha (takie deklaracje już miałam), takich traktuję jak braci, zrobią wszystko co powiem i nie kręcą mnie. Dla samego seksu można się z takim spotykać, ale jednak lubię seks z uczuciem. Nie mam oczywiście na myśli zauroczenia, czy zakochania, tylko adrenalina, podniecenie i cholerne pożądanie, uwielbiam czuć że facet ma nade mną władzę, a nad taką cipką która robi wszystko co jej powiem- to ja mam władzę. Facet musi mi się podobać też charakterem, głównie charakterem.
Znowu zboczyłam z tematu. No i co z tym fantem mam począć, hę? Gdy jestem gdzieś gdzie jest pełno młodych, przystojnych facetów to jestem Samanthą pełną gębą! Nikt mi nie podskoczy. Ale w takich sytuacjach słyszę Charlotte. A na to nie mogę sobie pozwolić. Twierdzę, że to jest słabość. I za każdym razem kiedy ją w sobie widzę, twierdzę że jestem słaba! A nie jestem. Na co dzień jestem po prostu połączeniem wszystkich czterech albo Carrie.
On ma to coś, 'co ma na moje receptory' ja szaleję i już pragnę piątku i soboty! Rozmowy z nim, jego spojrzenia, piegów, dłoni, ust, pocałunków no i tak dalej. Gadam naprawdę jak zakochana idiotka! To powinno mnie przerażać, a mimo tego nie przeraża mnie. A to znaczy, że bardzo ze mną źle. Dlatego powinnam się z nim przespać i skończyć to. Ale z drugiej strony cały czas byłam dostępna, on niedostępny i chciałabym pograć niedostępną... Jak ja go uwielbiam! Nienawidzę takich sytuacji i tego co mam aktualnie w głowie. Jedno wielkie gówno!! Gówna jest już za dużo więc mogłabym sobie darować. A teraz wyobraźcie sobie ile tego gówna będzie jak on do mnie napisze lub zadzwoni. I ile będzie jeśli tego nie zrobi. Ja pierdole.